Podaruj dom - świąteczny cud :)

poniedziałek, stycznia 25, 2016




 Po grudniowych wydarzeniach związanych z fundacją, które boleśnie odcisnęły się na naszych serduchach, ale dzięki którym jesteśmy o pewną wiedzę i doświadczenia mądrzejsi, pozostało nam zadanie do wykonania. Obiecany dom dla najwspanialszej psinki na świecie Megi. Myślę, że spokojnie mogę napisać, że my oraz Pan Zbyszek i jego dzieci, którzy zajmowali się Megusią w hotelu, poznaliśmy ją najlepiej. Wspominam pierwszy dzień znajomości. Patrzyła na nas takimi smutnymi oczkami. Co mogła wtedy czuć? Wcześniej miała dom, zapewne kochających ją ludzi, którzy niestety musieli ją oddać. Czy rozumiała co się dzieje, dlaczego teraz jest zamknięta za kratami, w obcym miejscu? Myślę, że nie potrzeba dużej fantazji by zrozumieć co czuła i jak trudno było jej odnaleźć się w nowej sytuacji...
Żadne z nas nie miało doświadczenia w postępowaniu z obcymi  psami. Każdorazowo kiedy pojawiał się jakiś przybysz w hotelu, obserwowaliśmy jego zachowanie i nierzadko z duszą na ramieniu braliśmy na pierwszy spacer. Piesek mógł okazać się milusią psinką lub mógł wyrazić chęć posmakowania np. naszej ręki :).
Megusia to duży pies, który lekko przerażał nas swoim wyglądem. Choć, patrząc na nią zmiękczaliśmy się, porównując ją do naszego domowego pieszczoszka Milusia, który jest bardzo do niej podobny i czasami zastanawiam się, czy nie ma między nimi jakiegoś pokrewieństwa? Hmm. Megi dawała znać, że chce wyjść z kojca. Mąż zaczął ją zagadywać, a może da łapkę i dała, a może drugą łapkę i też podała. Pogłaskał przez kraty. Mieliśmy wrażenie, że wtedy zrobiłaby wszystko, żebyśmy tylko otworzyli kojec. Smycz dostałam ja, bo mąż uważał, z racji na moją szczupłość, tzn., że na kości się nie powinna rzucić. I tak poszliśmy z Megi na pierwszy spacer. Tuż po przekroczeniu wybiegu położyła się na plecach i opadły emocje. Dała się wymiziać, merdała ogonkiem, i z tego dużego, groźnego psa stała się milutkim, kochaniutkim psim przyjacielem. Za każdym razem kiedy odwiedzaliśmy psy w hotelu, Megi była coraz bardziej otwarta. Z panem Zbyszkiem chodziła bez smyczy, oboje przypadli sobie do gustu :) Bo jak nie pokochać takiego wspaniałego psa? W wakacje prawie codziennie chodziliśmy z psiakami nad maleńki stawik, żeby się schłodziły w upalne dni. Żywiołowa Megi uwielbiała pluskać się w wodzie. A, że jest psem bezkonfliktowym, nie było problemu ze spacerami czy wypuszczaniem jej na wybieg z innymi rezydentami. Zwłaszcza, kiedy w hotelu były szczeniaczki :) Ciocia Megi była niezastąpiona. Myślę, że niejeden człowiek mógłby uczyć się od niej cierpliwości, której jej nie brakowało na przykład wtedy, gdy szczeniorki oblegały ją z każdej strony, a zdarzało się, że było ich kilkanaście. Właziły na nią, obgryzały, tuliły się, heheh a czasem i próbowały, czy aby na pewno w jej cycusiach nie ma mleczka??? Kiedy wypuszczaliśmy ją na wybieg, inne pieski poszczekiwały, dając znać, że one też chcą razem z nią pobiegać, bo również wśród dorosłych piesków była bardzo lubiana, zwłaszcza przez swoją psią psiapsiółkę Sonię :) Miesiące uciekały, coraz bardziej związywaliśmy się z psiakami. Każdemu obiecując, że i dla niego znajdzie się domek i kochający ludzie. Pieski znajdowały nowych opiekunów. Jednak nie było chętnego na Megi. Nie wiem czy z każdym dniem jej szanse malały, czy wciąż mogliśmy uważać, że jeszcze znajdzie się ktoś, kto pokocha ją taką jaka jest. Wiedzieliśmy niestety jedno, chęć adopcji pieska, który ma 8 lat, jest duży i na pierwszy rzut oka wygląda groźnie, będzie trudne. Nie jest tak, że ludzie nie chcą dużych psów, chcą, ale zwykle wolą je mieć od szczeniaczka, lub młodsze wiekowo... i przede wszystkim i niestety wygląd jest również dla nich ważny. Osobiście uważam, że jeśli ktoś wyraża chęć adoptowania psa, nie powinien sugerować się zdjęciem. To mało obiektywne podejście. Lepiej jest przyjechać, wyprowadzić na spacer, poświęcić nawet dłuższą chwilę, bo pies nie jest zabawką, przyjmujemy go takiego jaki jest, a nie jakim chcielibyśmy by był. Na dobre i na złe.
Powoli zbliżały się święta. Oboje z mężem mieliśmy marzenie, by każdy z psiaków na święta mógł zaznać domowego ciepełka. Niestety z marzeniami jest tak, że choćbyśmy na rzęsach chodzili to swoje trzeba wyczekać. Część psiaków znalazła domki, jednak nie Megi. Muszę przyznać, że szukanie dla niej domu, było jednym z trudniejszych wyzwań w naszym życiu, bo dotyczyło istnienia, lepszego jutra i zderzenia z zimną rzeczywistością, zamkniętych drzwi i nadziei, którą powoli zaczynaliśmy tracić. Nic nie zmieniało faktu, że zbudujemy dla niej budę, kojec, będziemy kupować jedzenie, zapewnimy wszystko co będzie potrzebne... Zawsze pojawiał się jakiś argument nie do pokonania :( I ta najgorsza bezradność, to nieprzyjemne uczucie, kiedy rozumiesz, że wykorzystałeś już wszystkie możliwości i nic...
Cała nasza rodzina, nasi znajomi trzymali kciuki i byli zaangażowani w akcję by znaleźć domek na wymarzone święta. Niestety, na święta się nie udało, ale właśnie w te święta informacja dotarła do właściwych wspaniałych ludzi. Zadzwoniła do mnie siostra z cudowną wiadomością. Znaleźliśmy dom tymczasowy dla Megi...  Trudno mi opisać, ubrać w słowa uczucia, które wtedy nam towarzyszyły. Szczęście, niedowierzanie, i ogromna chęć przytulenia naszej kochaniutkiej. UDAŁO SIĘ. Opiekunowie przyjechali zobaczyć Megunie do hotelu, wyprowadzić ją na spacer i w momencie się w niej zakochać. Do nowego domku piesek przyjechał po Nowym Roku. Cieszę się, bo mieliśmy możliwość zbudowania wraz z Anią i Robinem, własnego m1 dla Megusi. Dwa dni później, choć byliśmy umówieni na oficjalną wizytę, podjechaliśmy ją zobaczyć, chociaż przez szparki w bramie. I jakże to był cudowny widok. Podbiegła, obszczekała, na wołanie na chwilę umilkła, ale dumnie i szybciutko wcieliła się w rolę psa obronnego :) Następnego dnia podczas wizyty, mogliśmy ją wygłaskać i w końcu dać nacieszyć się własnym oczom, że jest już w dobrych rękach. Wspaniale było zobaczyć te błyszczące szczęśliwe oczka, i patrzeć jak korzysta z wolności na podwórku w towarzystwie jeszcze dwóch innych pieszczoszków :) Teraz jest innym psem. Kochanym, czującym już swoje miejsce. Przywitała nas równie szalenie co zwykle, ale kiedy się żegnaliśmy, stanęła za swoją nową opiekunką, abyśmy jej czasem nigdzie już nie zabrali :) Kochana, dziś śpisz już spokojnie, otaczają cię wspaniali kochający, troskliwi ludzie <3
A całkiem niedawno Megi została pełnoprawnym członkiem rodziny - JUŻ NA ZAWSZE :)

Warto było :) przeżyć prawie rok pomagając psiakom,
warto było poświęcać swój czas, angażować innych do pomocy.
Warto było choćby dla tego momentu kiedy wiesz, że chociaż jeden piesek ma teraz
cudowny dom.

Czy cuda się zdarzają? Jasne, że TAK, zwłaszcza te świąteczne :) Nie traćmy nadziei, polecajmy psiaki wśród rodziny, znajomych, niech informacja o nich krąży, a pewnego dnia, dotrze do tych, do których jest skierowana. Jeśli możesz to udostępniaj strony schronisk, fundacji, które zajmują się niesieniem pomocy braciom mniejszym. Nawet w taki najprostszy sposób pomagasz w odnalezieniu dla nich domu :)

PS. Ukłony dla Agnieszki, Marka i reszty rodziny za przyjęcie Megi pod swój dach :*

You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts

Flickr Images